Amazonki na Amazonce
Dla mnie lato trwa wiecznie
Kiedy tylko robi sie chłodniej, a dni niebezpiecznie krótkie pakuję swój dobytek i uciekam... na drugi koniec świata. Nie lubię chłodu, zmierzchu, jesiennej pluchy i trzaskającego mrozu. Od dobrych kilku lat zimy spedzam po drugiej stronie świata. Tam, gdzie panuje wieczna wiosna. I takiej wiecznej wiosny wszystkim życzę!
W kolumbijskiej niewoli
Kocham góry
PN Torres del Paine, Patagonia, Chile
Mój dom to Mroźna Góra, dom bez fundamentów i ścian
wiedzie doń sześcioro drzwi, otwartych na wszystkich stron.
W sieni widzę błęktine niebo, ściana wschodnia zderza się ze ścianą zachodnią ...
/Han Szan/
wiedzie doń sześcioro drzwi, otwartych na wszystkich stron.
W sieni widzę błęktine niebo, ściana wschodnia zderza się ze ścianą zachodnią ...
/Han Szan/
Huayna Picchu, szczyt nad Machu Picchu, Peru
Początki byly trudne
Podróżuję bezustannie od kilkunastu już lat. Od tego czasu wciąż zmieniam adresy i krajobrazy. Kiedyś moim marzeniem było spędzić każdy rok życia w innym kraju. Teraz mogę powiedzieć, że poniekąd mi się to udało. Zaczęłam od przemierzania stopem Polski i Czech. Mój pierwszy podróżniczy mini sukces to, gdy w jeden dzień udało mi się dotrzeć autostopem z Krakowa do Łeby.
Następny wyjazd był już skokiem na głęboką wodę... Podróż w Himalaje drogą lądową! Przez dwa miesiące pokonywałam pociągiem, samolotem i stopem bezdroża Rumunii, Turcji, Iranu i Pakistanu. Pamiętam, że kraje te były uważane wtedy za tak niedostępne i dzikie, że w Iranie przez miesiąc podróży spotkałam tylko jednego turystę – z Holandii.
I w końcu marzenie mojego życia - Ameryka Południowa. Mój pierwszy wyjazd tam to był jeden wielki przypadek. Ale jak wiadomo szaleńcom szczęście sprzyja. Zostałam wysłana do Peru przez pewnego radosnego wariata, który stwierdził, że dam tam sobie radę. I o dziwo tak było. Po tym pierwszym wyjeździe szybko nastąpiły kolejne. Brazylia, Chile, Ekwador i wyspy Galapagos, Meksyk, Kostaryka, czy moja ukochana Argentyna. Tam niemal zostałam zaadoptowana przez lokalną rodzinę, z którą prawie co roku spędzam Święta Bożego Narodzenia.
Widoki, które oglądamy, miejsca, w których żyjemy i osoby, które poznajemy mają istotny wpływ na nasze życie. Najważniejsze to przeżyć je po swojemu. Chciałabym podziękować Wszystkim, których spotkałam podczas mojej nieustającej podróży i którzy uczynili ją jeszcze piękniejszą.
Bogowie na Kubie
Za każdym razem kiedy jadę na Kubę prawie cały mój plecak wypełniają prezenty. U nas też niedawno jeszcze były czasy, gdy w sklepach pustki, a podstawowe produkty tylko na kartki. Mogłabym stworzyć całą listę dziwnych przedmiotów jakie wraz ze znajomymi udało nam się przemycić na tę odizolowaną od reszty świata wyspę. Poza setkami mydełek, kredek dla dzieci i cukierków przewieźliśmy m.in. ... wieszak na ubrania (z braku szafy Miguelina układała ubrania na krzesłach), patelni teflonowej (babcia Miriam uwielbia gotować), przybornika do paznokci (Dinaivis dorabia sobie jako manikiurzystka), męskich czarnych butów (czarownik Yoyri od lat chodził w jednych), zestawu kluczy francuskich i wiertarki (wujek Nemesio o niej marzył).

Mieliśmy nawet szalony pomysł, żeby przetransportować na wyspę rower. Chcieliśmy go rozebrać i każdy miał zabrać jakąś jego część do plecaka. Jeden ramę, drugi kierownicę, trzeci koło. Niestety pomysł upadł.
Na zdjęciu przekazuje Wiolecie, zaprzyjaźnionej ze mną czarownicy, dary. Najbardziej ucieszył ją zwykły szkolny zeszyt. Od dziś będzie on służył jako „dziennik karmienia bóstw”, w którym zapisane zostaną rytualne dary składane bogom santeryjskim. Mam za to zapewnioną przychylność bóstw przez najbliższe lata :-)

Mieliśmy nawet szalony pomysł, żeby przetransportować na wyspę rower. Chcieliśmy go rozebrać i każdy miał zabrać jakąś jego część do plecaka. Jeden ramę, drugi kierownicę, trzeci koło. Niestety pomysł upadł.
Na zdjęciu przekazuje Wiolecie, zaprzyjaźnionej ze mną czarownicy, dary. Najbardziej ucieszył ją zwykły szkolny zeszyt. Od dziś będzie on służył jako „dziennik karmienia bóstw”, w którym zapisane zostaną rytualne dary składane bogom santeryjskim. Mam za to zapewnioną przychylność bóstw przez najbliższe lata :-)
Życie jak w Madrycie
Do Madrytu trafiłam przypadkiem. Pamiętam ten zimny grudniowy poranek, kiedy wysiadłam z pociągu z Lizbony na dworcu Atocha. Nie znałam nikogo w tym mieście. Nie miałam dokąd pójść. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że spędzę tutaj jedne z najbardziej szalonych miesięcy mojego życia.
Przypadkowo poznani ludzie okazali się muzykami zespołu o znamiennej nazwie„Gra w klasy”. Jak u Cortazara „chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć” świadomi, że „przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu”.
Jestem przekonana, że dobry los postawił ich na mojej drodze i już tego samego dnia zamieszkałam w przytulnym ... garażu przerobionym na studio nagrań. Szczęście mi sprzyjało, bo kilka dni później udało mi się poznać samego Pedro Almodovara, o którym potem napisałam swoją pracę magisterską. Na pożegnanie dostałam od niego książkę ze scenariuszem „Wszystko o mojej matce”. Przed powrotem do Polski odbyłam jedną z bardziej fascynujących podróży mojego życia. Z Guillermo przyjacielem fotografem objechaliśmy okoliczne miasteczka w poszukiwaniu stylu mudejar. Powstał z tego nawet album.
Przypadkowo poznani ludzie okazali się muzykami zespołu o znamiennej nazwie„Gra w klasy”. Jak u Cortazara „chodziliśmy nie szukając się, ale wiedząc, że chodzimy po to, żeby się znaleźć” świadomi, że „przypadkowe spotkanie jest czymś najmniej przypadkowym w naszym życiu”.
Jestem przekonana, że dobry los postawił ich na mojej drodze i już tego samego dnia zamieszkałam w przytulnym ... garażu przerobionym na studio nagrań. Szczęście mi sprzyjało, bo kilka dni później udało mi się poznać samego Pedro Almodovara, o którym potem napisałam swoją pracę magisterską. Na pożegnanie dostałam od niego książkę ze scenariuszem „Wszystko o mojej matce”. Przed powrotem do Polski odbyłam jedną z bardziej fascynujących podróży mojego życia. Z Guillermo przyjacielem fotografem objechaliśmy okoliczne miasteczka w poszukiwaniu stylu mudejar. Powstał z tego nawet album.Roskilde Festiwal
Oprócz miłości do podróży drzemie we mnie jeszcze miłość do muzyki. Kilka lat temu udało mi się pracować jako wolontariusz przy jednym z największych festiwali muzycznych - Roskilde Festiwal. Wypełniłam ankietę (po duńsku! :-)), wysłałam i ... o dziwo zostałam zaakceptowana. Potem wystarczyło jakoś dojechać do Danii (stopem). Moim zadaniem było pilnowanie wraz z innymi wolontariuszami mostu. Jak na rewolucjonistkę i fankę prowadzonej przez Che Guevarę partyzantki było to wymarzone zadanie. Most był strategicznym punktem festiwalu, bo łączył pole namiotowe ze scenami i codziennie atakowały go tłumy ludzi. Obrona mostu polegała na liczeniu wchodzących, żeby ich ilość nie przekraczała za jednym razem 30 osób. Najważniejsze, że to strategiczne zajęcie pozwoliło mi za darmo uczestniczyć w koncertach takich fantastycznych grup jak Manu Chao, Garbage, Chemical Brothers, New Order czy uwielbiani przeze mnie RED HOT CHILI PEPPERS!!! Mogę już do końca życia bronić mostów :-P
Zobaczyć Cerro Torre i umrzeć...
Huacachina - oaza w Peru

Moje ulubione miejsce relaksu w Peru. Na środku jeziorko. Koło niego hotelik z basenem i hamakami pod gołym niebem. A wszystko to otoczone niesamowitymi wydmami, po których można poszaleć specjalnym łazikiem. Zjeżdża się w dół z naprawdę obłędną prękością. A w ustach czuć tylko piach.
Można też spróbować swoich sił w zjeżdżaniu na desce (sandboard) lub - tak jak ja - na brzuchu :-)
A nocą nie ma nic piękniejszego, niż wdrapać się na szczyt wydmy, położyć na piasku i obserwować nad sobą usiane milionami gwiazd niebo.
Choć doniesiono mi też, że idac jeszcze dalej, a dokładnie za siedmioma wydmami jest jeszcze jedna oaza, w tej oazie szpital polowy, a w tym szpitalu przepiękna pielęgniarka. Ale czy można wierzyć facetom? :-)
Muminki a podróże
Nie tak dawno czytając moim ukochanym bratankom do snu, odkryłam na nowo "Muminki". W dzieciństwie nie rozumiałam tej książki i dziwnych zaludniających ją stworków.
Teraz widzę, że jest tu niezwykła bajka o tolerancji; o świecie, gdzie obok siebie mieszkają i harmonijnie ze sobą współżyją najdziwniejsze nawet charaktery.
Okazuje się, że w bajce dla dzieci można znaleźć czystą kwintesencję idei podróżowania.
"To jest wieczór na piosenkę - pomyślał Włóczykij. Na nową piosenkę, która składać się będzie w jednej części z nadziei, w dwóch z wiosennej tęsknoty i której resztę stanowić będzie niewypowiedziany zachwyt, że mogę wędrować, że mogę być sam i że jest mi ze sobą dobrze."/TOVE JANSSON "Opowiadania z Doliny Muminków"/
Ps. Fotki przedstawiąją leniwca, którego spotkałam w Kostaryce i nie wiem czemu od razu skojarzył mi się z Bufką.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





