Jesienią 2011 roku przemierzyłam pieszo 500 kilometrów Szlaku św. Jakuba. Camino de Santiago to słynny średniowieczny szlak pielgrzymkowy, który kiedyś prowadził do grobu św. Jakuba Apostoła. Obecnie szlak ten uczęszczany jest przez osoby, które bez względu na wyznanie, czy narodowość chcą doświadczyć w drodze ciszy i duchowej przemiany na wzór bohatera "Pielgrzyma" Paulo Coelho.
Akademia Przyszłości


Ewę poznałam na pierwszym roku studiów. Była pełną energii, przebojową, zaradną i otwartą na świat kobietą. To ona wzbudziła moją ciekawość świata i ludzi. Zaimponowała mi jej pewność siebie, znajomość języków i ciągłe życie w podróży.
"Każda nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku". Ja ten pierwszy krok zawdzięczam Ewie. Dziś podróżuję w najodleglejsze zakątki świata, bo zawsze pamiętam słowa Ewy "Świat jest jak książka. Kto nie podróżuje czyta tylko jedną stronę."
A komu Ty pomożesz zrobić pierwszy krok? Wspieram całym sercem Akademię Przyszłości, bo dzięki niej dzieci mają szansę uwierzyć w siebie i zrobić ten pierwszy krok!
Jeśli też chcesz pomóc wejdź na stronę akademiaprzyszlosci.org.pl. Możesz na niej ufundować Indeks wybranemu dziecku. One Cię potrzebują! Wiem coś o tym, bo sama pracowałam jako wolontariusz w domu dziecka. Nigdzie indziej nie wiedziałam tylu dzieci o zmarnowanych szansach. One nie spotkały nikogo, kto by je wspierał. Ty możesz to zmienić. Jeśli Tobie też ktoś pomógł i dziś jesteś pewną siebie, odnoszącą sukcesy osobą nie zastanawiaj się - dołącz do Akademii Przyszłości!

Moje miejsce na ziemi
Miejsce gdzie wielkie czerwone słońce co rano wyłania się znad rzeki La Plata, a portier wita mnie przyjaznym „buenos dias”, gdzie ludzie są uprzejmi i uśmiechnięci i nawet kłótnia trwa zaledwie godzinę, bo i tak potem wszyscy zgodnie spieszą przygotować grilla, w parkach wciąż gra się w „grę w klasy”, a rytmy tanga wypełniają wszystkie ulice.
Miejsce, gdzie pomyślne wiatry sprowadzają takich zbłąkanych wędrowców jak ja. Mi Buenos Aires querido.
Indeks Szczęśliwej Planety
Happy Planet Index to pierwszy naukowy ranking próbujący zmierzyć poczucie szczęścia na świecie. Zamiast dotychczas stosowanych kryteriów wzrostu gospodarczego, czy dochodu na mieszkańca bierze pod uwagę długość życia (co dużo mówi o opiece zdrowotnej i warunkach bytowania w danym kraju) oraz poczucie, czy sami mieszkańcy danego kraju czują się szczęśliwi. Co ciekawe ranking ten zrzucił zazwyczaj przodująca Europę do średniaków, natomiast obwołał nową królową - Amerykę Łacińską. W pierwszej dziesiątce najszczęśliwszych krajów królują bowiem kraje latynoskie: Kostaryka, Dominikana, Gwatemala, Brazylia... a nawet Kuba. Statystyki totalnie pogrążyły wszechmocne Stany Zjednoczone, które na 143 państw zajęły marną 114 pozycję, gdzieś pomiędzy pogrążonym w chaosie państwami Afryki. Tym bardziej, że tak krytykowana przez nie Kuba zajmuje wysokie siódme miejsce w rankingu. Dlaczego mimo biedy osoby, która tam mieszkają czują się szczęśliwsze? Bo mają zapewnioną darmową opiekę medyczną i edukację, mają silne poczucie wspólnoty, a co najważniejsze – nigdy nie czują się samotni i dożywają późnej starości w otoczeniu kochającej rodziny. A tego żaden pieniądz nie zapewni.Ameryka Łacińska górą!!! Ja sama spędziłam wiele czasu mieszkając na Kubie i w Brazylii i mimo, że czasem zabrakło wody, a czasem prądu, to nigdy nie zabrakło tego najważniejszego - czasu dla drugiej osoby. Czego wszystkim żyjącym w wirtualnym świecie życzę.
Kobieta, mężczyzna i samba
Ja też jakby na przekór odkryłam muzykę brazylijską podczas pobytu w Hiszpanii. Znajomy z Madrytu, z którym przemierzałam bezdroża Kastylii w poszukiwaniu stylu mudejar do jego albumu fotograficznego, wciąż nucił jakąś słodko brzmiącą melodię. I snuł marzenia o podróży do kraju, w którego muzyce jest zakochany. Wtedy nawet nie przypuszczałam, że wiedziona jakimś przeznaczeniem, to ja trafię do tego magicznego kraju. I zostanę na dłużej zakochana nie tylko w jego muzyce i języku, który sam w sobie jest tak melodyjny, że ma się wrażenie, ze wszyscy wokół śpiewają. Niech żyje Brazylia i najwspanialszy piewca jej urody Vinicius de Moraes. Kto nie zna jego kompozycji,ten jakby żył w ciemnościach. Zresztą niech przemówią za niego słowa jego piosenki:
„É melhor ser alegre que ser triste
Alegria é a melhor coisa que existe
É assim como a luz no coração...
Lepiej być szczęśliwym niż smutnym
Bo radość jest najlepszą rzeczą jaka istnieje
Kobieta na krańcu świata
Tydzień z kinem kubańskim


Listy, listy ...
Los podróżnika
/John Fowles "Mag"/
Mi querida Argentina
Cóż można powiedzieć na temat kraju, który kocha się tak bardzo, że chce się do niego wciąż powracać i wędrować znajomymi zaułkami miasta, które kiedyś było obce, a teraz są już oswojone – moje. Palermo Viejo, Plaza Cortazar, calle Defensa, San Telmo, Puerto Madero – po prostu moje Buenos Aires.
/Julio Cortazar "Gra w klasy"/
Zaproszenie na Festiwal Podróżnika 3 Żywioły
Prosty sposób na depresję
Trzy podejścia do Chrystusa

Wcale nie jest tak latwo obcowac z Chrystusem. Pierwsze zdjecie to tak zwana "cepelia turystyczna", ale jak widac ja wyszlam jako tako, gorzej Chrystus z ta lekka obcieta glowa.

W koncu wpadlam na pomysl, zeby sie polozyc i tu wyszlo juz calkiem niezle.

Jaki z tego wniosek - ze najlepiej pasc przed Chrystusem na kolana.
Amazonki na Amazonce

Dla mnie lato trwa wiecznie
Kiedy tylko robi sie chlodniej, a dni niebezpiecznie krotkie pakuje swoj dobytek i uciekam... na drugi koniec swiata. Nie lubie chlodu, zmierzchu, jesiennej pluchy i trzaskajacego mrozu. Od dobrych kilku lat zimy spedzam w ukochanej Ameryce Poludniowej. Tam, gdzie panuje wieczna wiosna. I takiej wiecznej wiosny wszytkim zycze!
W kolumbijskiej niewoli
Aż na koniec świata
Dalej dojść już nie można. Ta latarnia to symbol końca świata. To o niej Jules Verne napisał powieść „Latarnia końca świata”. Dotrzeć do niej można statkiem z najbardziej na południe wysuniętego miasta świata – Ushuaia, leżącego na Ziemi Ognistej w Argentynie. Dalej jest już tylko morze, smagany wiatrami przylądek Horn i ...ciemność.
Początki byly trudne

Następny wyjazd był już skokiem na głęboką wodę ... Drogą lądową w Himalaje. Przez dwa miesiące pokonałam pociągiem, samolotem i stopem bezdroża Rumunii, Turcji, Iranu i Pakistanu. Miałam wtedy 20 lat. Pamiętam, że kraje te były uważane wtedy za tak niedostępne i dzikie, że w Iranie przez miesiąc podróży spotkałam tylko jednego turystę – z Holandii.
Modne Polki lansują sie w Iranie.W podróży zdarzały się miłości. Świetnie służyły one zgłębianiu języków obcych i fascynującym wycieczkom w głąb innej kultury. Dzięki płomiennym uczuciom przemierzyłam Irlandię samochodem, Hagę rowerem, Londyn metrem, Lizbonę tramwajem i Brazylię samolotem. To prawda, że miłość dodaje skrzydeł :-)
I w końcu marzenie mojego życia - Ameryka Południowa. Mój pierwszy wyjazd tam to był jeden wielki przypadek. Ale jak wiadomo szaleńcom szczęście sprzyja. Zostałam wysłana do Peru przez pewnego radosnego wariata, który stwierdził, że dam tam sobie radę. I o dziwo tak było. Po tym pierwszym wyjeździe szybko nastąpiły kolejne. Brazylia, Chile, Ekwador i wyspy Galapagos, Meksyk, Kostaryka, czy moja ukochana Argentyna. Tam niemal zostałam zaadoptowana przez lokalną rodzinę, z którą prawie co roku spędzam Święta Bożego Narodzenia.
Widoki, które oglądamy, miejsca, w których żyjemy i osoby, które poznajemy mają istotny wpływ na nasze życie. Najważniejsze to przeżyć je po swojemu. Chciałabym podziękować Wszystkim, których spotkałam podczas mojej nieustającej podróży i którzy uczynili ją jeszcze piękniejszą.










