Akademia Przyszłości


Ewę poznałam na pierwszym roku studiów. Była pełną energii, przebojową, zaradną i otwartą na świat kobietą. To ona wzbudziła moją ciekawość świata i ludzi. Zaimponowała mi jej pewność siebie, znajomość języków i ciągłe życie w podróży.

"Każda nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku". Ja ten pierwszy krok zawdzięczam Ewie. Dziś podróżuję w najodleglejsze zakątki świata, bo zawsze pamiętam słowa Ewy "Świat jest jak książka. Kto nie podróżuje czyta tylko jedną stronę."


A komu Ty pomożesz zrobić pierwszy krok? Wspieram całym sercem Akademię Przyszłości, bo dzięki niej dzieci mają szansę uwierzyć w siebie i zrobić ten pierwszy krok!

Jeśli też chcesz pomóc wejdź na stronę akademiaprzyszlosci.org.pl. Możesz na niej ufundować Indeks wybranemu dziecku. One Cię potrzebują! Wiem coś o tym, bo sama pracowałam jako wolontariusz w domu dziecka. Nigdzie indziej nie wiedziałam tylu dzieci o zmarnowanych szansach. One nie spotkały nikogo, kto by je wspierał. Ty możesz to zmienić. Jeśli Tobie też ktoś pomógł i dziś jesteś pewną siebie, odnoszącą sukcesy osobą nie zastanawiaj się - dołącz do Akademii Przyszłości!

Moje miejsce na ziemi







Wydaje się, że po tylu wędrówkach, tułaczkach i przeprowadzkach, wreszcie znalazłam swoje miejsce na ziemi - un lugar en el mundo.
Miejsce gdzie wielkie czerwone słońce co rano wyłania się znad rzeki La Plata, a portier wita mnie przyjaznym „buenos dias”, gdzie ludzie są uprzejmi i uśmiechnięci i nawet kłótnia trwa zaledwie godzinę, bo i tak potem wszyscy zgodnie spieszą przygotować grilla, w parkach wciąż gra się w „grę w klasy”, a rytmy tanga wypełniają wszystkie ulice.
Miejsce, gdzie pomyślne wiatry sprowadzają takich zbłąkanych wędrowców jak ja. Mi Buenos Aires querido.


Indeks Szczęśliwej Planety

Happy Planet Index to pierwszy naukowy ranking próbujący zmierzyć poczucie szczęścia na świecie. Zamiast dotychczas stosowanych kryteriów wzrostu gospodarczego, czy dochodu na mieszkańca bierze pod uwagę długość życia (co dużo mówi o opiece zdrowotnej i warunkach bytowania w danym kraju) oraz poczucie, czy sami mieszkańcy danego kraju czują się szczęśliwi. Co ciekawe ranking ten zrzucił zazwyczaj przodująca Europę do średniaków, natomiast obwołał nową królową - Amerykę Łacińską. W pierwszej dziesiątce najszczęśliwszych krajów królują bowiem kraje latynoskie: Kostaryka, Dominikana, Gwatemala, Brazylia... a nawet Kuba. Statystyki totalnie pogrążyły wszechmocne Stany Zjednoczone, które na 143 państw zajęły marną 114 pozycję, gdzieś pomiędzy pogrążonym w chaosie państwami Afryki. Tym bardziej, że tak krytykowana przez nie Kuba zajmuje wysokie siódme miejsce w rankingu. Dlaczego mimo biedy osoby, która tam mieszkają czują się szczęśliwsze? Bo mają zapewnioną darmową opiekę medyczną i edukację, mają silne poczucie wspólnoty, a co najważniejsze – nigdy nie czują się samotni i dożywają późnej starości w otoczeniu kochającej rodziny. A tego żaden pieniądz nie zapewni.
Ameryka Łacińska górą!!! Ja sama spędziłam wiele czasu mieszkając na Kubie i w Brazylii i mimo, że czasem zabrakło wody, a czasem prądu, to nigdy nie zabrakło tego najważniejszego - czasu dla drugiej osoby. Czego wszystkim żyjącym w wirtualnym świecie życzę.

Kobieta, mężczyzna i samba

Czasem można odbyć podróż nawet nie wychodząc z domu. Wystarczy jedno wspomnienie, dobry film, znajoma muzyka. Kto nie pamięta słynnej samby z filmu „Kobieta i mężczyzna”? Skąd wzięła się brazylijska samba we francuskim melodramacie? Reżyser Claude Lelouch nakręcił ten film metodą improwizacji, zostawiając aktorom możliwość wykreowania własnej postaci. Grający męża głównej bohaterki kompozytor Pierre Barouh wrócił właśnie z podróży po Portugalii, gdzie zachłysnął się muzyką brazylijską. Zaśpiewana przez niego samba przeszła do historii kina. Nie oparła się też jej magii grająca główną rolę kobiecą Anouk Aimee, która niedługo potem, już w prawdziwym życiu, została żoną Pierra.

Ja też jakby na przekór odkryłam muzykę brazylijską podczas pobytu w Hiszpanii. Znajomy z Madrytu, z którym przemierzałam bezdroża Kastylii w poszukiwaniu stylu mudejar do jego albumu fotograficznego, wciąż nucił jakąś słodko brzmiącą melodię. I snuł marzenia o podróży do kraju, w którego muzyce jest zakochany. Wtedy nawet nie przypuszczałam, że wiedziona jakimś przeznaczeniem, to ja trafię do tego magicznego kraju. I zostanę na dłużej zakochana nie tylko w jego muzyce i języku, który sam w sobie jest tak melodyjny, że ma się wrażenie, ze wszyscy wokół śpiewają. Niech żyje Brazylia i najwspanialszy piewca jej urody Vinicius de Moraes. Kto nie zna jego kompozycji,ten jakby żył w ciemnościach. Zresztą niech przemówią za niego słowa jego piosenki:

„É melhor ser alegre que ser triste

Alegria é a melhor coisa que existe

É assim como a luz no coração...

Lepiej być szczęśliwym niż smutnym
Bo radość jest najlepszą rzeczą jaka istnieje

Jest jak światło w sercu...”
video

Kobieta na krańcu świata

Zapraszam wszystkich do obejrzenia nowego programu TVN „Kobieta na krańcu świata”, przy którym aktywnie udzielałam się jako przewodnik, tłumacz i asystentka części poświęconej oczywiście mojej ukochanej Ameryce Południowej. Pierwszy odcinek już 20 września (niedziela) o godz. 15.30.

Julio Cortazar - rocznica urodzin


Julio Cortazar
(26 sierpnia 1914 - 12 lutego 1984)
Gdyby żył miałby dziś 95 lat.
Wielki Kronopio!

Tydzień z kinem kubańskim



Za oknem deszcz, a nawet i niespotykane dotąd w naszym kraju huragany, a ja... w sercu tropikalnej wyspy. Z tęsknoty za Kubą zrobiłam sobie prywatny przegląd kina kubańskiego.

Na początek urocze i lekkie jak pianka "Fresa y chocolate" czyli "Lody truskawkowe i czekoladowe", opowieść o trudnej przyjaźni między niepokornym Diego, który na dodatek jest homoseksualistą i gorliwym komunistą Davidem.

Potem "Lista de espera" czyli "Lista kolejkowa", o tym jak Kubańczycy dzięki swojej niesamowitej energii nawet w środku prawdziwej nędzy i rozpaczy potrafią stworzyć coś pięknego. Dlaczego nam wiecznym polskim malkontentom takie czary nie wychodzą? Oba filmy autorstwa tandemu Tomás Gutiérrez Alea i Juan Carlos Tabío.

Na koniec poruszający film Leona Ichaso "Azucar amarga" czyli "Gorzki cukier". W sumie to przypadek, że go obejrzałam, bo dostałam go zupełnie przez pomyłkę od kolegi, który obiecał mi inny film"Suite Habana". Ale jak wiadomo nic nie dzieje się przypadkiem. Dzięki pomyłce kolegi odkryłam film, który wyraża dokładnie to samo, co ja czuję do tego cudownego kraju.

Miłość i olbrzymią tęsknotę, pomieszane z bezsilnością. Że nic się nie da zrobić.

Listy, listy ...

Wszystkich tych, którzy do mnie piszą serdecznie pozdrawiam. Bardzo dziękuję za poświęcony czas i cieszę sie, ze tyle osób podziela moje pasje. Równocześnie jednak informuję, że nie jestem w stanie nikomu odpowiedzieć, póki nie podacie mi maila. Obiecuję napisać. Ale błagam, nie namawiajcie mnie do dołączenia do "narodowoogłupiających" portali typu nasza-klasa, bo je bojkotuję. Na szczęście nie muszę szukać przyjaciół w brudnych odmętach netu. Poza tym wolę inne sposoby spędzania czasu :-)

Los podróżnika


Nigdzie nie zapuściłam korzeni, nigdzie nie przynależę. Są jedynie miejsca, do których latam. A nad innymi miejscami przelatuję. Mam tylko ludzi, których lubię. Albo kocham. To oni są jedyną ojczyzną jaka mi pozostała.
/John Fowles "Mag"/

I z okazji utęsknionej wosny, która wreszcie nadeszła jedna z moich ukochanych piosenek.

Águas de Março - Tom Jobim i Elis Regina

Mi querida Argentina


Cóż można powiedzieć na temat kraju, który kocha się tak bardzo, że chce się do niego wciąż powracać i wędrować znajomymi zaułkami miasta, które kiedyś było obce, a teraz są już oswojone – moje. Palermo Viejo, Plaza Cortazar, calle Defensa, San Telmo, Puerto Madero – po prostu moje Buenos Aires.


Och, Argentyna, niezobowiązujące szczodre godziny, otwarte domy, czas, który można wyrzucać przez okno, cała przyszłość przed człowiekiem.
/Julio Cortazar "Gra w klasy"/

Zaproszenie na Festiwal Podróżnika 3 Żywioły


Serdecznie zapraszam w najbliższy weekend 13-15 marca 2009 na Festiwal Podróżnika 3 Żywioły, gdzie będzie miał miejsce pokaz z realizacji dokumentu o tajemniczej religii santeria na Kubie. Więcej info na stronie

Prosty sposób na depresję


Wszystkim wiecznie narzekającym smutasom i osobom cierpiącym na chroniczną depresję polecam jeden prosty sprawdzony sposób. Polecieć na Kubę i zostać zaadoptowanym przez kubańską rodzinę.
Kubańczycy są tak wspaniałym, ciepłym i serdecznym narodem, że wszystkie smuteczki od razu roztapiają się w zetknięciu z nimi i z ich gorącym słoneczkiem.
Kuba jest cudownym przykładem na to, że bogaty ten, kto ma bogatą duszę. Jak się okazuje człowiekowi tak niewiele potrzebne jest do szczęścia. Wystarczy rodzina, przyjaciele, dobra muzyka i słońce.
PS. Dziękuję moim wspaniałym współtowarzyszom podróży po Kubie za ogromną dawkę pozytywnej energii i bezinteresowną miłość, którą obdarzali wszystkich napotkanych po drodze.

Trzy podejścia do Chrystusa



Wcale nie jest tak latwo obcowac z Chrystusem. Pierwsze zdjecie to tak zwana "cepelia turystyczna", ale jak widac ja wyszlam jako tako, gorzej Chrystus z ta lekka obcieta glowa.


W koncu wpadlam na pomysl, zeby sie polozyc i tu wyszlo juz calkiem niezle.

Jaki z tego wniosek - ze najlepiej pasc przed Chrystusem na kolana.

Wsrod Indian










Amazonki na Amazonce

W zeszlym roku udało mi się zrealizowac jedno z największych marzeń mojego życia – spłynąć najdłuższą z rzek świata. Od rzeki Ukayali w Peru, poprzez rozgałęzienia w Kolumbii, aż do Manaus w Brazylii. Oczywiście wszystko to na lokalnym statku pełnym Indian, przemytników i handlarzy małp, gdzie życie leniwie toczy się wśród hamaków, kur, świń i przedziwnego towaru.

Dla mnie lato trwa wiecznie

Kiedy tylko robi sie chlodniej, a dni niebezpiecznie krotkie pakuje swoj dobytek i uciekam... na drugi koniec swiata. Nie lubie chlodu, zmierzchu, jesiennej pluchy i trzaskajacego mrozu. Od dobrych kilku lat zimy spedzam w ukochanej Ameryce Poludniowej. Tam, gdzie panuje wieczna wiosna. I takiej wiecznej wiosny wszytkim zycze!

W kolumbijskiej niewoli



Nie mam żadnych zdjęć z Kolumbii, choć byłam tam już dwa razy. Jak się bowiem okazało za każdym razem byłam tam nielegalnie. Pierwszy raz do wizyty w tym kraju zostałam zmuszona. Lecąc z Wenezueli do Peru spóźniłam się na przesiadkę i w efekcie wylądowałam w Bogocie. Gdy rozpaczliwie miotałam się po lotnisku w poszukiwaniu następnego samolotu - zostałam... zaaresztowana. Okazało się bowiem, że nie posiadam wizy kolumbijskiej. Moje tłumaczenia, że jestem tu przypadkiem, na nic się zdały. Za drugim razem nauczona doświadczeniem zaopatrzyłam się w wizę kolumbijską - tak na wszelki wypadek. Jakże byłam z siebie dumna, gdy w trakcie podróży dotarłam do zbiegu Brazylii z Kolumbią. Kilkakrotnie przekraczałam granicę chcąc zdobyć upragnioną pieczątkę, ale nawet psa z kulawą nogą nie obchodziła moja wiza. Okazało się, że jestem w Leticii, mieście handlarzy narkotyków, przemytników i wszystkich wyjętych spod prawa. Czy ja w koncu byłam w tej Kolumbii?

Kocham góry


Huayna Picchu – szczyt ponad Machu Picchu (Peru)

Mój dom to Mroźna Góra, dom bez fundamentów i ścian
wiedzie doń sześcioro drzwi, otwartych na wszystkich stron.
W sieni widzę błęktine niebo, ściana wschodnia zderza się ze ścianą zachodnią ...
/Han Szan/


Torres del Paine (Chile)

Aż na koniec świata



Dalej dojść już nie można. Ta latarnia to symbol końca świata. To o niej Jules Verne napisał powieść „Latarnia końca świata”. Dotrzeć do niej można statkiem z najbardziej na południe wysuniętego miasta świata – Ushuaia, leżącego na Ziemi Ognistej w Argentynie. Dalej jest już tylko morze, smagany wiatrami przylądek Horn i ...ciemność.

Początki byly trudne



Moja podróż trwa już dobrych kilka lat. Od tego czasu wciąż zmieniam adresy i krajobrazy. Kiedyś moim marzeniem było spędzić każdy rok życia w innym kraju i myślę, że mi się to udało. Pierwszy raz wyjechałam, gdy tylko w wieku lat osiemnastu otrzymałam paszport. Z braku funduszy zaczęłam od przemierzania stopem Polski i Czech. Mój pierwszy podróżniczy sukces to, gdy w jeden dzień udało mi się dotrzeć autostopem z Krakowa do Łeby. Mijając rano hałdy Śląska nie wierzyłam, że jeszcze tego samego dnia o zmierzchu będę zanurzać stopy w chłodnych falach Bałtyku.

Następny wyjazd był już skokiem na głęboką wodę ... Drogą lądową w Himalaje. Przez dwa miesiące pokonałam pociągiem, samolotem i stopem bezdroża Rumunii, Turcji, Iranu i Pakistanu. Miałam wtedy 20 lat. Pamiętam, że kraje te były uważane wtedy za tak niedostępne i dzikie, że w Iranie przez miesiąc podróży spotkałam tylko jednego turystę – z Holandii.
Modne Polki lansują sie w Iranie.

Potem było już z górki. Wakacje w Holandii, rok życia w Barcelonie, następny rok w podróży dookoła Hiszpanii i Portugalii. Na studiach kolejną roczną przerwę wyjaśniłam koniecznością zdobywania materiałów o kinie hiszpańskim. I o dziwo dostałam błogosławieństwo dziekanatu.

W podróży zdarzały się miłości. Świetnie służyły one zgłębianiu języków obcych i fascynującym wycieczkom w głąb innej kultury. Dzięki płomiennym uczuciom przemierzyłam Irlandię samochodem, Hagę rowerem, Londyn metrem, Lizbonę tramwajem i Brazylię samolotem. To prawda, że miłość dodaje skrzydeł :-)

I w końcu marzenie mojego życia - Ameryka Południowa. Mój pierwszy wyjazd tam to był jeden wielki przypadek. Ale jak wiadomo szaleńcom szczęście sprzyja. Zostałam wysłana do Peru przez pewnego radosnego wariata, który stwierdził, że dam tam sobie radę. I o dziwo tak było. Po tym pierwszym wyjeździe szybko nastąpiły kolejne. Brazylia, Chile, Ekwador i wyspy Galapagos, Meksyk, Kostaryka, czy moja ukochana Argentyna. Tam niemal zostałam zaadoptowana przez lokalną rodzinę, z którą prawie co roku spędzam Święta Bożego Narodzenia.
Widoki, które oglądamy, miejsca, w których żyjemy i osoby, które poznajemy mają istotny wpływ na nasze życie. Najważniejsze to przeżyć je po swojemu. Chciałabym podziękować Wszystkim, których spotkałam podczas mojej nieustającej podróży i którzy uczynili ją jeszcze piękniejszą.